Translate

DLA WSZYSTKICH KTóRZY TRAFILI TU PRZEZ PRZYPADEK

Progenia jest wadą kostną... wciąż obwiniam za to Habsburgów ;)
Spotkałam się z opinią, że leczenie tej wady to nic innego jak operacja plastyczna... hmm skoro tak, to noszenie aparatów ortodontycznych jest też plastyką, tylko że bez noża!
Wykształceni ludzie wmawiali mi że da się z tym żyć... każdemu z nich patrzałam na dolne zęby - schowane za górnymi. I o czym tu mówić... ? ;] Nikt tego nie zrozumie... wysuń dolną szczękę do przodu najbardziej jak umiesz i powiedz "s" "z" "c" ... 20 lat ćwiczyłam poprawną wymowę spółgłosek które tak często występują prostych słowach... 20 lat sepleniłam... 20 lat miałam problemy z jedzeniem (przeżuwaniem)... 20 lat nie odczuwałam przyjemności z żucia gumy... 20 lat nie zdawałam sobie sprawy o ile łatwiejsze jest życie codzienne - proste czynności jak mówienie czy jedzenie nagle sprawiają radość... !
To nie dla wyglądu zdecydowałam się na operacje... i mam nadzieje że większość dotychczasowych progeników jest tego samego zdania... ! Poprawa wyglądu (bo wyraz twarzy jest masakryczny z progenią - coś jak gangster... nawet uśmiech wydaje się być nieszczery) jest dodatkiem do całej reszty zalet jakie niesie ze sobą zabieg.

piątek, 29 lutego 2008

30 styczeń 2008 - jade do szpitala

Nie boje się w ogóle, dlaczego? Bo mam już tego kompletnie dość! Strajki ciągłe przekłądanie terminów, aż w końcu mówią ci date ;| Jade z myślą, że jeszcze tego samego dnia wieczorem mogę siedzieć w domu przed telewizorem zajadając się lodami...

Znalazło się łóżko na sali :) Przyjeli mnie!! Całą środe pękam z nudów... wywiady z lekarzami przeróżnymi, wizyty studentów którzy oglądają mnie z każdej strony, wymieniają łacińskie nazwy bla bla...

Moge jeść do 22. Mama nazwoziła mi soczków, bułek, jogurtów.. a mi się w ogóle jeść nie chce!

Rano każą mi się wykąpać, dają głupiego Jasia i zamiast szaleć - zasypiam :) Pamiętam jak przyszli po mnie kazali rozebrać się i przejść na wąskie łóżko z kółeczkami :) Jedziemy.... ojej jej jej jak my długoooo jechaliśmy, w windzie byliśmy potem jakimiś korytarzami dziwnymi wąskimi z wysokim sufitem albo zwidy miałam :)
A potem już tylko głowa pani anestezjolog nade mną i pytanie "chce ci się spac?" A ja tylko zamykam oczy... jeszcze słowa "a to dobrze..." i niech się dzieje co chce :)

Budze się.... pełno ludzi... i mama! siedzi na krzesełku obok mnie i trzyma za rączkę ! Serducho mi pika szybciej w maszynie ... w dyżurce ciągle ktoś chodzi zagląda przez szybe patrzy na mnie... i zegar na ścianie, pod sufitem... 13...
3 godziny mnie nie było...
zasypiam... budze się... godz 15... zasypiam... budze się, w dyżurce zasłonili rolety nie ma pikające serducha... jest tylko mama i cisza... i ta rurka w nosie i plastry na rękach ... "co to ?" pytam mame... i zasypiam...


* ściągają mi krew z żołądka przez sonde
* odsysają mi dodatkowo krew z buzi za pomocą ssaka... każą mi to wypluwać ale jakoś dziwnie nie mam szpary między zębami wszystko zaciśnięte.. język nie ma gdzie się podziać. jakos dziwnie :)
* zasypiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz