
Krótko i zwięźle...
* moja przygoda z ortodoncją zaczeła sie w wieku 7 lat :)
- aparacik ruchomy (góra/dól)
- usunięcie trzeciego migdała który powodował zły sen (otwarta buzia) a co za tym idzie - wysuwanie się żuchwy
- zmiana ortodonty (zmiana aparatu - stworzenie płytki górnej)
- ponowna zmiana ortodonty (modyfikacja płytki)
* kończe 18 lat i słysze ostateczną diagnoze : "operacja" + skierowanie do Akademii Medycznej w Gdańsku
- jeszcze miano nadzieje ze sie obedzie bez zabiegu.
* Gdańsk - ortodoncja
- zakładamy aparat stały (tylko góra), czekamy na efekt
- mija pół roku : decyzja o usunieciu wszystkich ósemek oraz założenie aparatu na dół
* leczenie... mijają 2 lata pada pytanie: "decydujesz sie na zabieg czy usuwamy dolne czwórki i ściągamy zęby?" ;| wybieram opcje drugą ALE pojawia się kolejna pani doktor i trwa długa dyskusja... Nie wiedza co ze mną zrobić.
- ostatecznie ZABIEG .
* skierowanie na Chirurgie Szczękowo-Twarzową... (marzec 2007 r)
TERMIN ZABIEGU 28 kwiecień
** tymczasem
- zaliczam 6 semestr
- planuje z narzeczonym ślub na 1 września (mam nadzieje ze zdarzę pozbyć sie progenii i aparatu)
* przyjeżdżam do szpitala zestresowana jak nigdy w życiu (ogólnie rzadko się stresuje) i co się okazuje ? REMONT ;| zostaje odesłana do domu... remontu oczywiście żadnego widac nie było...
* po jakimś czasie ustalam kolejny termin - początek czerwca... (już na pewno na ślubie będę z aparatem, ale bez progeni! :) )
* STRAJK LEKARZY... nie będę opisywać tego co czułam, bo podejrzewam że każdy progenik potrafi sobie to wyobrazić...
Zapomniałam o operacji, zajęłam się ślubem, szkołą itd... w wakacje nie pracowałam, jak na złość nie dopisała pogoda... złapałam potężnego doła!
Dwa tygodnie przed ślubem postanowiłam zdjąć aparat a tym samym zrezygnować z zabiegu...
odmówiono mi ! ;| wszyscy mnie wspierali pocieszali.. studenci mojej ortodonki recepcjonistka jeju jeju wszyscy... wróciłam do domu z aparatem...
ślub się odbył, było cudownie... ale ... wiadomo :]